Takie buty!

Jak przechowywać plecak w wiszącym obozie, pisałem już TU. Jednak początkujący hamakowicze równie często mają wątpliwości, co nocą począć z butami. Rozterki poniekąd uzasadnione, bo w hamak jest jak łóżko – przedsionka nie ma, a z brudnymi buciorami do wyrka raczej się nie włazi. Poza tym agresywny bieżnik podeszwy i skuwki na cholewkach, z łatwością mogą uszkodzić napiętą tkaninę hamaka. Dlatego do kokonu wchodzi się wyłącznie boso lub w samych skarpetach.
Buty trzeba zostawić na zewnątrz, ale można zrobić to na kilka sposobów. Poniżej przedstawiam te, z których korzystałem i które sprawdziły mi się mniej lub bardziej.

1. Zostaw na wycieraczce.

Najoczywistszym i najprostszym z rozwiązań jest zwyczajne zostawienie butów pod hamakiem. Będą gotowe w razie ewentualnej nocnej wycieczki na stronę. Pod hamakiem i pod tarpem nie zmokną.

Problemem mogą być jednak drobne zwierzęta – gryzonie, owady, ślimaki. Ciepłe buty mogą kusić wychłodzone stawonogi lub mięczaki. Sól z potu będzie z kolei atrakcyjna dla małych i większych ssaków. Pół biedy, jeśli je wyliżą. Gorzej będzie jeśli znajdziecie rano Wasze obuwie pogryzione, zdekompletowane lub zasiedlone…

Buty zabezpieczycie przed rozwleczeniem, związując je razem sznurowadłami, które owiniecie dookoła patyka wbitego w ziemię. Niechcianym lokatorom zamkniecie dostęp, wpychając do środka obuwia skarpetki i wywijając je na wierzch cholewki albo wkładając butelki z wodą. Chodzą słuchy, że wystarczy odwrócić buty podeszwą do góry, żeby nic do nich nie właziło. Trzeba tylko czymś wyścielić grunt, żeby nie ubrudzić cholewek.
Buty można też zawinąć w reklamówkę, worek na śmieci lub pusty worek kompresyjny po tarpie.
Wszystkie powyższe zabiegi utrudnią jednak łatwe i szybkie użycie, kiedy zaspanych w nocy wezwie Was natura.

ZALETY:

  • rozwiązanie proste i niewymagające
  • doskonałe zabezpieczenie przed opadami
  • łatwy dostęp do bez opuszczania hamaka

WADY:

  • brak zabezpieczenia przed gryzoniami
  • słabe zabezpieczenie przed stawonogami i mięczakami

2. Wrzuć do pawlacza.

Popularne jest związywanie sznurówek węzłem flagowym i przerzucanie pary butów przez zawiesie u końca hamaka lub przez cięciwę nad kokonem.

Wprawdzie obuwie jest wtedy niedostępne dla stworzeń i schowane pod tarpem, ale ta metoda jakoś nigdy nie przypadła mi do gustu. Wieszanie butów na cięciwie nie jest zbyt higieniczne – podeszwy nie są najczystsze, a i w cholewce potrafi się zebrać piach, który jakimś cudem zawsze wysypie się na Was. Absolutnie odpada. Sznurówki warto parę razy owinąć wokół cięciwy, żeby uniemożliwić ich przesuwanie się. Inaczej rano buty znajdą się dokładnie na środku cięciwy, czyli blisko twarzy.

Z kolei buty u końca hamaka są trudno dostępne i wyższe osoby nagimnastykują się, żeby ich dosięgnąć. Niżsi, jak ja, muszą wyjść z hamaka… Poza tym samo rozwiązywanie i ponowne związywanie butów w nocy jest zwyczajnie upierdliwe. Jeżeli jednak macie osobne obuwie obozowe, to metoda ta jest bezkonkurencyjna.

ZALETY:

  • rozwiązanie proste
  • buty niedostępne dla zwierząt
  • dobre zabezpieczenie przed opadami

WADY:

  • utrudnione doraźne użytkowanie obuwia
  • zalecane obuwie obozowe

3. Szafka-nieszafka.

Prostą i skuteczną metodą jest użycie jednego, rosohatego patyka lub dwóch kijków wbitych w ziemię przy hamaku, pod tarpem. Na kijki nasadzicie buty, które staną się trudniej dostępne dla większości zwierząt, a jednocześnie dosięgniecie ich bez wychodzenia z kokonu.

Warto być kreatywnym, bo sposób nie zawsze wymaga patyków – wykorzystajcie rower lub rozgałęziony konar leżący w pobliżu… W przypadku bardziej stacjonarnych biwaków, kiedy macie ze sobą składane krzesełko – połóżcie buty na nim.

ZALETY:

  • rozwiązanie proste
  • dobre zabezpieczenie przed opadami
  • łatwy dostęp bez opuszczania hamaka
  • dobre zabezpieczenie przed stawonogami i mięczakami

WADY:

  • nienajlepsze zabezpieczenie przed gryzoniami i większymi ssakami

4. Buty w piwnicy.

Dobrym miejscem na buty jest hamaczek na bagaż, wieszany pod głównym kokonem. Hamaczki bambetlowe ma w ofercie kilku producentów, ale można zaimprowizować je z dużego przeciwdeszczowego pokrowca na plecak lub z samego plecaka. Więcej o tej technice przeczytacie TU. Koniecznie tylko trzeba zabezpieczyć pozostałe bagaże przed zabrudzeniem. Na przykład wkładając obuwie do reklamówki lub do pustego worka kompresyjnego. Ja zwyczajnie wyściełam jeden z końców bambetlowego hamaczka workiem na śmieci i kładę buty na wierzchu. Są w suchym miejscu w zasięgu ręki i nie leżą na ziemi, więc zwierzaki nie mają do nich dostępu.

ZALETY:

  • buty dostępne wprost z hamaka
  • obuwie niedostępny dla małych zwierząt
  • doskonała ochrona przed opadami

WADY:

  • dodatkowy sprzęt w zestawie hamakowym

5. Idzie luty – ogrzej buty!

Na mrozie wilgotne buty potrafią zamarznąć na kość, a w najlepszym przypadku będą lodowate. Zimą sprawdzą się wszystkie powyżej przedstawione metody, warto jednak do środka butów włożyć chemiczne ogrzewacze i zatkać cholewki skarpetami. W ten sposób utrzymacie w obuwiu temperaturę powyżej zera, a rano będzie przyjemnie wsunąć je na stopy. Jeżeli nie macie ogrzewaczy, zawińcie obuwie w foliową torbę i włóżcie w nogi śpiwora lub topquilta. Najwygodniej nie będzie, ale rano włożycie na stopy ciepłe buty, a nie bryły lodu. W ostateczności poluzujcie sznurowadła i rozchylcie maksymalnie cholewki, żeby zimne i zesztywniałe obuwie łatwiej było wsunąć na stopy .

Sam najczęściej zwyczajnie zostawiam buty odwrócone podeszwą do góry na macie przy hamaku albo chowam od hamaczka bambetlowego. Jeżeli jadę rowerem – zatykam je na kierownicy bicykla leżącego pod kokonem.
Od późnej jesieni do wczesnej wiosny używam hamakowej onucy (ang.: hammock sock), która otula kokon i bambetlowy hamaczek i tworzy wokół nich strefę nieruchomego powietrza. Pozwala to utrzymać w środku temperaturę o 3~5 st. C wyższą niż na zewnątrz. Przy mrozach do -5 st. C chowam więc buty do hamaczka bagażowego i nie używam ogrzewaczy chemicznych.

Przedsionka w hamaku mi nie brakuje, a moje buty mają się świetnie. Dotychczas nic mi ich nie ukradło, ani nie pogryzło. Może dlatego, że chrapię…

Andrzej Ambroż

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.